W skrócie:
- Dla chińskich producentów NEV konflikt na Bliskim Wschodzie może oznaczać wzrost sprzedaży
- Państwo Środka weszło w fazą duszącej nadpodaży. Azja może uwolnić moce sprzedażowe chińskich producentów
- Ze 129 „bateryjnych” marek działających w Chinach w 2024 r. tylko około 15 będzie rentownych w 2030 r. – szacują eksperci AlixPartners
Chińskie auta elektryczne, czyli jeden beneficjent
Najgorszy kryzys naftowy od lat, ba, nawet dekad, wywołany wojną na Bliskim Wschodzie, przynosi skutki, które jeszcze do niedawna wydawały się nie do pomyślenia. Jak zauważa CNN, zakłócenia dostaw ropy z tamtej części świata podbiły ceny surowca do 119 USD za baryłkę, wywołując obawy o inflację i widmo globalnej recesji. Jednak w tym chaosie jest jeden wyraźny beneficjent. To chińska branża pojazdów elektrycznych.
To właśnie Kraj Środka (największy producent i eksporter EV na świecie – przyp. red.) od miesięcy zmaga się z brutalną wojną cenową i spowolnieniem popytu na rynku krajowym. Według CNN producenci są pod presją, by szukać nowych rynków zbytu, bo krajowy rynek jest już nasycony, a rządowe subsydia wygasają.

Tymczasem analitycy AlixPartners szacują, że ze 129 „bateryjnych” marek działających w Chinach w 2024 r. tylko około 15 będzie rentownych w 2030 r. To obraz rynku, który dusi sam siebie nadpodażą – oceniają eksperci.
I w tej trudnej sytuacji, nagle pojawia się impuls, który może zmienić układ sił w regionie. Wraz z drożejącą benzyną i taniejącymi chińskimi „elektrykami” (niektóre modele BYD potaniały nawet o jedną trzecią), rynki Azji zaczynają patrzeć na EV jak na realne narzędzie walki z kryzysem energetycznym. Tu Le z Sino Auto Insights mówi w rozmowie z CNN wprost, że „chińskie marki mogą zrobić ogromny krok naprzód w Azji na fali rosnących kosztów paliw”.
Wietnamczycy też wykorzystują obecna sytuację
Azja, mimo rosnących inwestycji w OZE, wciąż jest uzależniona od importu ropy. CNN przypomina, że 60 proc. dostaw ropy do regionu płynie przez Cieśninę Ormuz, którą Iran w ostatnich tygodniach mocno ograniczył. Nic dziwnego, że rządy Tajlandii, Filipin czy Wietnamu apelują o oszczędzanie energii, a w Wietnamie lokalny producent VinFast wprowadził zniżki na auta i skutery elektryczne po atakach na Iran.
EV – narzędziem polityki energetycznej
W tym kontekście e-auta stają się nie tylko środkiem transportu, ale narzędziem polityki energetycznej, czy wręcz panaceum. Think tank Ember, cytowany przez media, nazywa je „największą dźwignią do ograniczenia rachunków za import ropy” i szacuje, że globalna flota aut bateryjnych zmniejszyła zużycie ropy o 1,7 mln baryłek dziennie, czyli równowartość 70 proc. irańskiego eksportu w 2025 r.

Chiny są tu w szczególnej sytuacji, bowiem same importują ponad 40 proc. ropy z Bliskiego Wschodu, ale dzięki ogromnym inwestycjom w OZE i największym na świecie rezerwom ropy są lepiej przygotowane na wstrząsy niż inne kraje regionu. Niemniej taki scenariusz nie może trwać w nieskończoność.
Lauri Myllyvirta z Centre for Research on Energy and Clean Air podkreśla, że szybka elektryfikacja transportu już przynosi efekty, bo EV odpowiadają za około 50 proc. nowych rejestracji i 12 proc. całej floty, a ich rozwój ograniczył zużycie ropy w Kraju Środka o blisko 10 proc., i to tylko w ubiegłym roku.
Transformacja energetyczna wskazówką
To nie przypadek. Jak zauważa Zhu Zhaoyi z Peking University HSBC Business School, chińskie władze od lat traktują transformację energetyczną jako element strategii bezpieczeństwa. „Za każdym razem, gdy na Bliskim Wschodzie wybucha kryzys, lekcja jest ta sama: zależność od importowanych paliw to nie tylko problem środowiskowy, ale kwestia bezpieczeństwa narodowego” – mówi w rozmowie z CNN.
Nawet jeśli obecny kryzys poprawi sytuację producentów na rynku krajowym, nie rozwiąże problemu nadpodaży. A Stany Zjednoczone, drugi największy rynek motoryzacyjny świata, pozostają dla chińskich EV praktycznie zamknięte z powodu wysokich ceł. Jednocześnie CNN przypomina, że Donald Trump sygnalizował gotowość wpuszczenia chińskich marek, ale tylko pod warunkiem budowy fabryk w USA.
Eksperci są zdania, że dziś to Azja, od Indonezji po Filipiny, staje się kluczowym polem gry. Region, który najbardziej odczuwa skutki kryzysu paliwowego, może stać się trampoliną dla chińskich producentów, którzy potrafią szybko skalować produkcję i oferować modele tańsze niż konkurenci z Europy czy USA.
Jak podkreśla Lam Pham z Ember, to właśnie chińskie firmy mają największą przewagę kosztową i technologiczną, a rosnąca niestabilność cen paliw tylko przyspieszy ich ekspansję. Reasumując, kryzys, który dla wielu gospodarek jest ciosem, dla chińskiej branży EV może okazać się momentem zwrotnym.
Oskar Włostowski






