Pick-up z zaporową ceną

Japończycy elektryfikują legendę. Hilux na prąd droższy o 20 tys. australijskich dolarów od diesla

Toyota podkreśla, że model był testowany w ekstremalnych warunkach, m.in. na australijskich terenach górniczych
Źródło zdjęcia: Toyota

Toyota wprowadza na rynek jeden z najbardziej wyczekiwanych modeli ostatnich lat – elektrycznego Hiluxa. Choć debiut symbolicznie otwiera nowy rozdział dla jednego z najpopularniejszych pick-upów świata, pierwsze informacje o cenach pokazują, że elektryfikacja wciąż kosztuje – i to niemało.

W skrócie:

  • Legendarny Hilux zadebiutował w wersji akumulatorowej
  • Fani pick-upów nie do końca będą zadowoleni z ceny
  • Auto, które w maju ma zadebiutować w Australii Japończycy wycenili w podstawie na ok. 75 tys. dolarów australijskich
  • To sporo więcej niż producent żąda za odmianę z silnikiem diesla

Hilux na razie na Antypodach

Elektryczny pick-up od Toyoty wydawał się odległą wizją. Dziś to fakt. Toyota Hilux BEV oficjalnie zmierza do salonów sprzedaży, a jego premiera rynkowa w Australii zaplanowana jest na maj. Jak podaje serwis Electrek, powołując się na dane Toyota Australia, ceny startują od 74 990 dolarów australijskich, czyli około 51,5 tys. dolarów amerykańskich (ok. 192 tys. zł) – i to bez kosztów drogowych (dodatkowych podatków – przyp. red.). W wersji SR5 z podwójną kabiną farmerskie auto na baterie kosztuje niemal 83 tys. australijskich dolarów.

To znacząco więcej niż w przypadku spalinowego odpowiednika. Klasyczny Toyota Hilux z silnikiem Diesla startuje bowiem z poziomu około 54 900 AUD. Różnica wynosząca blisko 20 tys. dolarów (ok. 135 tys. zł), jest niemała i pokazuje, że przejście na napęd elektryczny w segmencie użytkowym nadal wiąże się z wyraźną premią cenową.

Nie zmienia to faktu, że dla Toyoty jest to krok strategiczny. Jak cytuje Electrek, John Pappas z Toyota Australia podkreśla, że wprowadzenie bezemisyjnej wersji pick-upa to „kluczowy krok w oferowaniu klientom właściwego napędu do właściwego zastosowania”. W praktyce oznacza to próbę pogodzenia dwóch światów, tj. flotowego, roboczego charakteru Hiluxa z coraz ostrzejszymi normami emisji.

Dane techniczne

Pod względem technicznym Hilux BEV nie próbuje rewolucjonizować segmentu, lecz raczej go elektryfikować. Samochód bazuje na klasycznej ramowej konstrukcji, zachowując użytkowy charakter modelu. Napęd zapewnia układ dwóch silników o łącznej mocy 193 KM i momencie obrotowym 475 Nm, co pozwala na holowanie przyczepy o masie do 2 ton. Zasilanie zapewnia bateria o pojemności 59,2 kWh, oferująca zasięg do 315 km według normy NEDC.

Toyota podkreśla, że model był testowany w ekstremalnych warunkach, m.in. na australijskich terenach górniczych, gdzie temperatury sięgają 50°C. To istotny sygnał dla klientów flotowych, dla których niezawodność jest kluczowa.

Nowy Hilux wyróżnia się również wizualnie. Choć sylwetka pozostaje znajoma, pojawiły się nowoczesne elementy, takie jak zamknięty grill czy smukłe reflektory LED. Wnętrze natomiast przeszło wyraźną cyfryzację – z dwoma ekranami o przekątnej 12,3 cala i integracją z Apple CarPlay oraz Android Auto – czytamy na stronie Toyoty.

Elektryczna konkurencja nie śpi

Choć „Japończyk” dopiero wchodzi do segmentu elektrycznych pick-upów, konkurencja już zdążyła się w nim rozgościć. Najgłośniejszym rywalem pozostaje Ford F-150 Lightning, który w Stanach Zjednoczonych startuje od około 50-55 tys. dolarów (ok. 200 tys. zł), oferując przy tym większy zasięg i moc przekraczającą 450 KM w wyższych wersjach.

Na drugim biegunie znajduje się futurystyczny Tesla Cybertruck, którego ceny zaczynają się od około 60 tys. dolarów. Model Elona Muska oferuje znacznie wyższe osiągi i zasięg, ale jego kontrowersyjna stylistyka i ograniczona dostępność sprawiają, że nie jest bezpośrednim konkurentem dla bardziej konserwatywnego klienta Toyoty, tym bardziej że jego sprzedaż kuleje – pisaliśmy o tym niedawno na Elektromobilni.pl.

W Europie i Azji coraz częściej mówi się także o modelach takich jak Maxus T90 EV, który jest jednym z pierwszych elektrycznych pick-upów dostępnych na Starym Kontynencie. Jego ceny zaczynały się dwa lata temu z poziomu ok. 300 tys. zł w Polsce, ale był od razu zrabatowany na 44 proc., dzięki czemu jego bazowa cena wynosiła 166 tys. zł (źródło: Elektromobilni.pl). Przy czym, chiński pick-up oferuje wyraźnie słabsze parametry – zarówno pod względem zasięgu, jak i możliwości użytkowych.

Warto też wspomnieć też o innych chińskich producentach, którzy dynamicznie rozwijają segment użytkowych EV. Modele takie jak Geely Radar RD6 kuszą atrakcyjną ceną (często poniżej 40 tys. dolarów), jednak wciąż budują swoją reputację poza rodzimym rynkiem, ale jeszcze nie w Europie.

Elektryczny Hilux – rewolucja czy ewolucja?

Debiut Hiluxa BEV to bardziej ewolucja niż rewolucja. Toyota nie próbuje na nowo definiować pick-upa, lecz przenosi sprawdzoną konstrukcję w świat elektromobilności. To podejście może okazać się kluczowe dla klientów, którzy oczekują przede wszystkim funkcjonalności, a dopiero w drugiej kolejności innowacji.

Problemem pozostaje jednak cena. Jak wynika z danych przywoływanych przez Electrek i Toyota Australia, elektryczny Hilux jest wyraźnie droższy od swojego spalinowego odpowiednika, a przy tym oferuje ograniczony zasięg. To może być bariera nie do przeskoczenia dla wielu potencjalnych klientów.

Oskar Włostowski

REKLAMA