Z tekstu dowiesz się
- Jaką barierą jest brak ładowarki w domu – dla 70% osób bez dostępu do domowego ładowania to przeszkoda całkowicie blokująca decyzję o zakupie, mimo że infrastruktura publiczna się rozwija, rok 2025 zapisał się w historii polskiej motoryzacji jako moment prawdziwego przełomu.
- Elektryki (BEV) z zainteresowaniem zakupu o 3 punkty procentowe większe niż rok wcześniej, osiągając poziom 27% proc., to rzeczywistość rejestracji pojazdów elektrycznych mówi o zupełnie innej dynamice.
- O spektakularnym wzroście rynku – rejestracje nowych aut elektrycznych w Polsce skoczyły w 2025 roku o 161%, a w grudniu udział BEV w sprzedaży osiągnął rekordowe 11,3%
- Gdzie jest próg bólu cenowego – 27,9% Polaków szuka elektryka w przedziale 80-120 tys. zł, a 78% jest gotowych dopłacić do BEV maksymalnie 20-30 tys. zł więcej niż za auto spalinowe
- Dlaczego rynek wtórny BEV nie działa – zaledwie 3,7% kupujących używane auta rozważa elektryka, bo oczekują ceny do 80 tys. zł, zasięgu 400 km i 10-letniej gwarancji na baterię, czego starsze modele nie oferują
„Polski rynek elektromobilności wyraźnie dojrzewa i to jest bardzo pozytywny trend. Coraz więcej kierowców traktuje samochody elektryczne jako realną, przewidywalną opcję, a nie jako technologiczny eksperyment” – Albert Kania, Dyrektor Operacyjny F5A New Mobility Research and Consulting.

Liczba nowych rejestracji osobowych aut elektrycznych zwiększyła się o 161 proc. Zdaniem Macieja Mazura, CEO PSNM – elektromobilność stała się realnym wyborem coraz większej liczby kierowców, a rynek wyraźnie dojrzewa, co objawia się świadomą oceną kosztów i sprecyzowanymi oczekiwaniami wobec infrastruktury. Z kolei Agnieszka Czajka z OTOMOTO, zauważa, że transformacja dzieje się na naszych oczach, a decyzje zakupowe zapadają w oparciu o analizę technologii, kosztów użytkowania oraz dostępność ładowarek.

Nie sposób się nie zgodzić z tymi opiniami. Z dziewiątej edycji Barometru, wynika, że aż 31,8 proc. badanych postrzega samochód przyszłości nie jako zwykły środek transportu, lecz jako urządzenie technologiczne, przypominające smartfona. Co więcej, polscy kierowcy wykazują otwartość na nowych rynkowych graczy – 43,4 proc. respondentów przyznaje, że byłoby skłonnych kupić auto nieznanej wcześniej marki, o ile oferowałaby ona lepsze technologie niż uznani producenci. Kluczowym elementem tego „cyfrowego” spojrzenia na rynek stały się aktualizacje OTA (z ang. Over-the-Air). Dla 68,3 proc. nabywców możliwość zdalnego dodawania nowych funkcji po zakupie jest ważna lub bardzo ważna, ponieważ – według obecnych trendów – samochód ma się rozwijać wraz z użytkownikiem, a nie tylko starzeć od momentu wyjazdu z salonu.

Polacy mają jasno określony próg cenowy
Mimo technologicznej otwartości to ekonomia pozostaje bezwzględnym decydentem. Prawie połowa badanych – 49,4 proc. – wskazuje obniżenie cen jako główny warunek zakupu auta elektrycznego. Polacy mają przy tym bardzo jasno określony próg akceptacji cenowej. Największa grupa potencjalnych nabywców szuka dziś ofert w przedziale od 80 do 120 tys. zł (27,9 proc.), a kolejne 22,6 proc. akceptuje kwoty rzędu 120–160 tys. zł. To sygnał dla producentów, że masowa elektromobilność w Polsce musi zadomowić się w segmencie aut „dla zwykłego kierowcy”, a nie tylko w sferze wyższych segmentów czy luksusowych SUV-ów.

Interesujący jest również fakt, że 78 proc. kierowców deklaruje gotowość zapłacenia więcej za „elektryka” niż za auto spalinowe, jednak ta dopłata musi być racjonalna – większość akceptuje różnicę nie przekraczającą 20-30 tys. zł i oczekuje, że szybko zwróci się ona w niższych kosztach eksploatacji.

Wyzwaniem pozostaje nadal rynek wtórny. To obecnie największe wyzwanie polskiej elektromobilności. Jedynie 3,7 proc. osób planujących zakup auta z drugiej ręki rozważa wybór napędu elektrycznego, co stanowi spadek względem roku poprzedniego. Przyczyną nie jest brak chęci, lecz potężna luka między oczekiwaniami a rzeczywistością.

Kupujący auta używane oczekują cen do 80 tys. zł, ale przy zachowaniu parametrów nowoczesnych modeli, tj. zasięgu rzędu 400 km i gwarancji na baterię trwającej 9-10 lat. Tymczasem dostępne w tym budżecie auta to głównie modele starszej generacji z lat 2015-2020, które nie spełniają tych wymogów.

Adam Simon z OTOMOTO zauważa, że boom na używane BEV zacznie się dopiero wtedy, gdy na rynek wtórny trafią dzisiejsze modele o realnym zasięgu ok. 350 km i szybkim ładowaniu. Dodatkową barierą są obawy o bezpieczeństwo – aż 70,2 proc. potencjalnych nabywców aut używanych boi się pożaru baterii, co jest wynikiem o 10 punktów procentowych wyższym niż w przypadku kupujących nowe pojazdy.
Potrzeba rozwiązań systemowych
Kwestia ładowania to kolejny obszar, gdzie pragmatyzm wygrywa z marketingiem. Choć brak możliwości ładowania w domu wskazuje jako barierę 27,3 proc. badanych, to dla osób dotkniętych tym problemem jest on absolutnym „game-changerem”, bo aż 70 proc. z nich uznaje to za przeszkodę krytyczną dla decyzji o zakupie.

W trasie natomiast Polacy oczekują przede wszystkim szybkości i niezawodności. Najbardziej atrakcyjną lokalizacją dla stacji ładowania pozostają stacje benzynowe (46,8 proc.), postrzegane jako naturalne centra usługowe z toaletami i gastronomią. Jednak sam komfort to za mało. Wybór konkretnego punktu determinują trzy twarde parametry: położenie przy trasie (58 proc.), duża moc ładowania (51,2 proc.) oraz cena energii (51,2 proc). Rynek zmierza więc w stronę dużych, wielostanowiskowych hubów.
Interesująco prezentuje się również stosunek Polaków do mobilności miejskiej i regulacji, takich jak Strefy Czystego Transportu (SCT). Badanie ujawnia głęboką polaryzację, która nie wynika jednak z ideologii, lecz z pragmatyki mobilnościowej. SCT popiera 52 proc. osób planujących zakup nowego auta, podczas gdy wśród nabywców aut używanych poparcie spada do 35 proc. Ci drudzy, poruszający się starszymi pojazdami i po prostu obawiają się wykluczenia komunikacyjnego i wzrostu kosztów życia.
Cały raport dostępny jest: LINK
OW
