Lodowy szlak

Droga na Bałtyku otwarta. 17 km bez zapiętych pasów

W razie załamania się lodu kierowca niezapięty pasami może szybciej opuścić pojazd
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/ VALDA KALNINA

Na Bałtyku wrócił widok, który dziś wydaje się kompletnie egzotyczny –  czyli samochody jadące po zamarzniętym morzu. Estonia otworzyła pierwszą w tym roku oficjalną drogę lodową między wyspami, a kierowców obowiązują reguły, które w normalnym ruchu drogowym byłyby nie do pomyślenia, w tym jazda z niezapiętymi pasami bezpieczeństwa.

W skrócie:

  • Estońska Agencja Transportu uruchomiła sezonową drogę lodową łączącą wyspy Hiiumaa i Saaremaa
  • Grubości lodu według przepisów musi wynosić około 20–25 centymetrów
  • Kierowcy muszą poruszać się ze stałą prędkością
  • Uwaga! Na trasie liczącej ok. 17 km obowiązuje jazda z niezapiętymi pasami bezpieczeństwa
  • Powód? Paradoksalnie chodzi właśnie o bezpieczeństwo

W niedzielę estońska Agencja Transportu uruchomiła sezonową drogę lodową łączącą wyspy Hiiumaa i Saaremaa. Trasa ma około 17 kilometrów długości i przebiega po zamarzniętych wodach Morza Bałtyckiego. Jej otwarcie ma kluczowe znaczenie dla mieszkańców wysp, ponieważ w ostatnich tygodniach regularne połączenia promowe zmagały się z trudnymi warunkami. Lód i niski stan wody utrudniały bezpieczną żeglugę.

Nie po raz pierwszy

Drogi lodowe nie są w Estonii nowością. Jeszcze kilkanaście lat temu zimowe przeprawy po zamarzniętym morzu były w regionie zjawiskiem stosunkowo częstym, szczególnie podczas mroźnych zim. Z czasem, wraz z łagodniejszym klimatem i coraz rzadszym zamarzaniem Bałtyku, stały się raczej wyjątkiem niż normą. Dziś ich uruchomienie zawsze zależy od bardzo konkretnych warunków – przede wszystkim od grubości lodu, która musi wynosić około 20–25 centymetrów. Stan trasy jest na bieżąco kontrolowany i monitorowany przez służby.

17 km bez zapiętych pasów

Zasady jazdy po lodowej drodze znacząco różnią się od tego, co znamy z asfaltu. Przejazd możliwy jest wyłącznie w ciągu dnia, a kierowcy muszą poruszać się ze stałą prędkością. Co szczególnie zaskakujące, obowiązuje jazda z niezapiętymi pasami bezpieczeństwa.

Powód jest czysto praktyczny i związany z bezpieczeństwem – w przypadku pęknięcia lodu i wpadnięcia pojazdu do wody niezapięte pasy pozwalają szybciej opuścić samochód. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdy brak pasów zwiększa, a nie zmniejsza szanse przeżycia.

Lodowy rezonans

Istotne są również limity prędkości. Zalecana jest jazda do 25 km/h albo wyraźnie szybciej – w przedziale od 40 do 70 km/h. Prędkości pomiędzy tymi wartościami są niewskazane, ponieważ mogą wywoływać niebezpieczny rezonans lodu, prowadzący do jego osłabienia lub uszkodzenia. To zjawisko dobrze znane w krajach skandynawskich i na północy Europy, gdzie od dziesięcioleci opracowywano procedury bezpiecznego korzystania z lodowych przepraw.

Kolejki samochodów

Zainteresowanie trasą było duże już pierwszego dnia. Na obu brzegach, po stronie Hiiumy i Saremy, ustawiły się kolejki liczące po kilkadziesiąt samochodów. Dla wielu mieszkańców oznacza to znaczną oszczędność czasu w porównaniu z oczekiwaniem na promy, a także większą przewidywalność podróży w trudnych zimowych warunkach.

Nie wszystkie lodowe drogi w Estonii mają jednak status oficjalny. Choć na wodach przybrzeżnych i między wyspami istnieje potencjalnie kilkadziesiąt kilometrów tras, krajowa agencja transportu – mimo sprzyjającej pogody – nie zdecydowała się w tym sezonie na otwarcie większej liczby przepraw, tłumacząc to m.in. ograniczeniami finansowymi.

W efekcie mieszkańcy niektórych wysp, jak Vormsi, zdecydowali się samodzielnie wytyczyć lodową drogę. Taka przeprawa funkcjonuje jednak całkowicie na własne ryzyko użytkowników i bez stałego, profesjonalnego nadzoru.

Czy jazda po lodzie jest bezpieczna? W przypadku oficjalnych dróg – tak, pod warunkiem ścisłego przestrzegania zasad. Każda taka trasa jest stale kontrolowana, a jej zamknięcie może nastąpić z dnia na dzień, jeśli warunki się pogorszą. To jednak rozwiązanie sezonowe i coraz rzadsze, zależne od pogody. Być może wiele osób jest zaskoczonych, że w 2026 roku mamy tak „prawdziwą” zimę.

PMA

REKLAMA