W skrócie:
- PE poparł zmianę przepisów dotyczących rozliczania emisji CO₂ przez producentów ciężarówek
- Nowelizacja nie zmienia docelowych limitów emisji na 2030 i 2040 rok, ale daje firmom znacznie większą elastyczność w drodze do ich osiągnięcia
- Rozwiązanie ma pomóc branży w osiągnięciu celu redukcji emisji o 45 proc. do 2030 r.
- Organizacje ekologiczne mówią o ryzyku spowolnienia elektryfikacji transportu ciężkiego
Ciężarówki – cele kroczą dwutorowo
Unijne prawo dotyczące emisji CO₂ dla pojazdów ciężarowych należy do najbardziej ambitnych na świecie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami producenci ciężkich samochodów użytkowych muszą systematycznie ograniczać emisję dwutlenku węgla swoich flot. Do 2025 r. emisja z nowych ciężarówek powinna spaść o 15 proc. względem poziomu z 2019 r., do 2030 r. o 45 proc., a do 2040 r. aż o 90 proc. – pisaliśmy o tym na elektromobilni.pl
Te wymagania mają wymusić głęboką transformację sektora transportu drogowego, który w Europie odpowiada za znaczną część emisji z transportu. I tak producenci próbują osiągnąć te cele dwutorowo, tzn. rozwijając elektryczne ciężarówki i jednocześnie poprawiając efektywność silników spalinowych.

Jednak – jak informuje „Der Spiegel” – teraz legislatorzy zdecydowali się na korektę zasad, według których rozlicza się postępy w realizacji tych celów. Parlament Europejski poparł zmianę zaproponowaną przez Komisję Europejską, która modyfikuje sposób obliczania tzw. kredytów emisyjnych dla producentów ciężkich pojazdów użytkowych. Co zatem się zmieni?
Koniec liniowej „krzywej redukcji”
Przypomnijmy, że do tej pory obowiązywał system liniowej ścieżki redukcji emisji pomiędzy głównymi punktami kontrolnymi, czyli latami 2025, 2030 i 2040. Oznaczało to, że wymagany poziom redukcji emisji rósł z roku na rok. W praktyce oznaczało to np., że choć w 2025 r. wymagany był spadek emisji o 15 proc., to już w 2026 r. poziom redukcji powinien wynosić ok. 20 proc., a rok później ok. 26 proc.
Nowe przepisy znoszą tę krzywą w okresie 2025-2029. Zamiast rosnących wymagań przez pięć lat obowiązywać będzie jeden próg 15 proc. redukcji względem poziomu z 2019 r.
Ta modyfikacja ma istotne konsekwencje dla producentów, bo jeśli firma w 2026 r. osiągnie np. 18 proc. redukcji emisji, to wcześniej mogłaby nie spełnić wymagań wynikających z rosnącej krzywej. Teraz taki wynik będzie już traktowany jako nadwyżka, czyli coś w rodzaju kredytu emisyjnego, który można wykorzystać w kolejnych latach – wyjaśnia serwis Electdrive.
A jak dodaje Komisja Europejska, w uzasadnieniu projektu zmiany rozporządzenia, celem jest „zapewnienie producentom dodatkowej elastyczności w osiąganiu celów CO₂ przy jednoczesnym zachowaniu samych celów redukcyjnych” – czytamy w dokumencie 784 Komisji z 2025.
Kredyty na trudniejsze lata
Mechanizm kredytów emisyjnych istniał co prawda wcześniej, ale w praktyce był trudny do wykorzystania, a nowelizacja znacząco zwiększa możliwość ich gromadzenia w latach poprzedzających 2030 r. Oznacza to, że producenci będą mogli „odłożyć” nadwyżki redukcji emisji z lat 2025-2029 i wykorzystać je później, gdy wymagania staną się znacznie bardziej restrykcyjne.
„Der Spiegel” zauważa, że rozwiązanie ma pomóc branży w osiągnięciu celu redukcji emisji o 45 proc. do 2030 r., który dla producentów ciężarówek jest jednym z największych wyzwań technologicznych tej dekady.
Silny lobbing branży
Oczywiście zmiana przepisów nie pojawiła się w próżni – piszą branżowe media – i przywołują fakt, że jesienią 2024 r. sześciu największych producentów ciężarówek, tj. Volvo Trucks, Daimler Truck, Scania, MAN, Iveco oraz Ford zwróciło się do instytucji unijnych z apelem o złagodzenie zasad rozliczania emisji w sektorze ciężkiego transportu drogowego.

Firmy argumentowały wówczas, że obecny system nie uwzględnia realiów transformacji technologicznej. W szczególności wskazywano na wolne tempo rozbudowy infrastruktury ładowania dla elektrycznych ciężarówek w Europie.
Komisja Europejska w uzasadnieniu swojej propozycji również odwołuje się do tego argumentu, podkreślając niedostateczną liczbę punktów ładowania dla pojazdów ciężkich, zwłaszcza wzdłuż głównych korytarzy transportowych.
Ekologowie – to ryzyko spowolnienia elektryfikacji
Decyzja Parlamentu Europejskiego spotkała się jednak z krytyką części organizacji ekologicznych. Merlin Jonack, ekspert ds. pojazdów użytkowych w niemieckiej organizacji NABU, ostrzega, że zmiana może ograniczyć tempo elektryfikacji transportu ciężkiego.

Według analiz cytowanych przez organizację udział bezemisyjnych ciężarówek w nowych rejestracjach do 2030 r. może spaść z prognozowanych wcześniej ok. 35 proc. do poziomu między 18 a 28 proc.
Tymczasem zwolennicy zmian odpowiadają, że nowy system nie zmienia samych celów klimatycznych, ponieważ nadal obowiązuje redukcja emisji o 45 proc. do 2030 r. i aż o 90 proc. do 2040 r. w porównaniu z poziomem z 2019 r.
Jak to mówią, pożyjemy, zobaczymy, bo choć Parlament Europejski zatwierdził zmiany, to formalnie muszą one jeszcze zostać przyjęte przez państwa członkowskie.
Oskar Włostowski






