Pływający biznes na bateriach

Candela P-12: Elektryczna fala uderza w norweskie fiordy.

Hydrofoile sterowane komputerowo unoszą kadłub nad wodę powyżej 18 węzłów, redukując opór i zużycie energii nawet o 80 procent
Źródło zdjęcia: Candela

Elektryfikacja żeglugi krótkodystansowej przyspiesza szybciej, niż zakładano. Od norweskich fiordów, przez Barcelonę i po Bałtyk – pojawiają się jednostki, które nie tylko redukują emisje, lecz przede wszystkim oferują realne oszczędności i wyższy komfort podróży. Norweski operator właśnie zamówił 20 jednostek Candela P-12.

W skrócie:

  • Elektryfikacja krótkodystansowej żeglugi nabiera przyspieszenia
  • Norweski operator Boreal zamówił właśnie 20 elektrycznych promów Candela P‑12
  • Jednostka rozwija prędkość 45 km/h i ma zasięg ok.  40 mil morskich (ok. 75 km)
  • Globalna żegluga odpowiada za 2-3 procent światowych emisji CO₂

Candela z norweskim zamówieniem

Norweskie fiordy od lat są symbolem zarówno piękna, jak i komunikacyjnego wyzwania. Setki kilometrów poszarpanej linii brzegowej wymuszają korzystanie z promów, które przez dekady opierały się na silnikach wysokoprężnych.

Dziś ten model zaczyna jednak odpływać. Jak donosi CleanTechnica, norweski operator Boreal zamówił właśnie 20 elektrycznych promów Candela P‑12, które mają zastąpić jednostki dieslowskie na trasach przez fiordy. To decyzja, która nie wynika z ekologicznego idealizmu, lecz z chłodnej kalkulacji biznesowej.

Szwedzka Candela od kilku lat rozwija technologię elektrycznych jednostek unoszących się na hydrofoilach (to takie podwodne skrzydła – przyp. red.). W przypadku P‑12 kluczowe jest połączenie prędkości 25 węzłów (ok. 45 km/h) z zasięgiem około 40 mil morskich (75 km).

Dotychczas brakowało elektrycznych promów zdolnych zastąpić szybkie jednostki spalinowe na dłuższych trasach, a Norwegia – mimo niemal stuprocentowej elektryfikacji rynku samochodowego – wciąż czekała na przełom w żegludze pasażerskiej. Ten przełom właśnie nadchodzi.

Technikalia

Candela P‑12 to jedyna elektryczna jednostka pasażerska, która łączy długi zasięg z wysoką prędkością bez konieczności budowy rozbudowanej infrastruktury ładowania” – mówi prezes Boreal, Nikolai Knudsmoen Utheim.

Promy mają być ładowane z wykorzystaniem standardowych ładowarek DC, a pełne uzupełnienie energii zajmuje około godziny. Co więcej, testy w Sztokholmie wykazały, że poziom hałasu w kabinie to zaledwie 64 dB – mniej niż w nowoczesnych pociągach czy samolotach – chwali się producent.

Hydrofoile sterowane komputerowo unoszą kadłub nad wodę powyżej 18 węzłów, redukując opór i zużycie energii nawet o 80 procent. To nie tylko oszczędność, ale też komfort, tj. brak kołysania, brak hałasu, wreszcie – brak spalin. W Sztokholmie P‑12 już funkcjonuje w regularnym transporcie publicznym, obniżając koszty operacyjne i emisje.

Skandynawia nie jest jedyna

Norwegia nie jest jednak jedynym miejscem, gdzie elektryczne promy zaczynają zmieniać codzienność. W Barcelonie od ubiegłego roku kursuje Ecocat Tres – 15‑metrowy aluminiowy katamaran opisany przez nas na Elektromobilni.pl. Jednostka mieści 84 pasażerów, a dzięki dwóm silnikom Molabo ARIES i50 o napięciu 48 V może pracować nawet 21 godzin na jednym ładowaniu przy prędkości 5 węzłów. Eksperci podkreślają, że niskonapięciowa konstrukcja zwiększa bezpieczeństwo, a zintegrowane panele słoneczne pokrywają do 40 procent zapotrzebowania energetycznego.

Roczna redukcja emisji CO₂ w porcie Barcelony ma wynieść około 90 ton. „Ten w pełni elektryczny, zeroemisyjny prom pomaga nam zmieniać mobilność w porcie i przyspieszać dekarbonizację naszych operacji” – mówił prezes portu, José Antonio Carbonell.

Sztokholm również stał się poligonem dla nowej generacji jednostek. Na Elektromobilni.pl zwracaliśmy też uwagę, że Candela P‑12 Nova była elementem pierwszej na świecie w pełni elektrycznej linii promowej. Dzięki hydrofoilom kadłub unosi się nad wodą, co – według danych producenta – zmniejsza zużycie energii o 80 procent i pozwala osiągać 25 węzłów przy ładowaniu ze zwykłej szybkiej ładowarki. Projekt wzbudził zainteresowanie m.in. w Arabii Saudyjskiej, Nowej Zelandii i Berlinie.

„Wodorowy wieloryb” na Bałtyku

Bałtyk również przechodzi swoją cichą rewolucję. W marcu opisaliśmy wejście do służby promu towarowego Baltic Whale Scandlines. To jednostka o baterii 10 MWh, ładowanej w zaledwie 12 minut dzięki przyłączom o mocy do 25 MW. Prom pokonuje 18,5‑kilometrową trasę Puttgarden–Rødby w 45 minut bez emisji spalin. Co istotne, jak podkreślają inżynierowie, system zarządzania energią automatycznie dostosowuje czas rejsu do dostępnego poziomu naładowania, wydłużając go do około godziny w razie potrzeby. To zupełnie nowe podejście do planowania operacji – przekonują maryniści.

Baltic Whale przewozi 66 jednostek ładunkowych i 140 pasażerów, a jego konstrukcja pozwala transportować materiały niebezpieczne, odciążając tradycyjne promy. Choć jednostka posiada awaryjne generatory diesla, nie są one używane w standardowej eksploatacji – to element przejściowej fazy między światem paliw kopalnych a pełną elektryfikacją.

Kolejne projekty w budowie

Region Bałtyku staje się laboratorium transformacji. Scandlines buduje już kolejną jednostkę – FUTURA – również z baterią około 10 MWh i możliwością przyszłej adaptacji do napędu metanolowego. W Skandynawii od lat działa MF Ampere, jeden z pierwszych w pełni elektrycznych promów samochodowych na świecie. Coraz więcej jednostek hybrydowych korzysta też z zasilania z lądu w portach, ograniczając emisje w obszarach przybrzeżnych.

Według danych Międzynarodowej Organizacji Morskiej globalna żegluga odpowiada za 2-3 procent światowych emisji CO₂, ale to właśnie segment krótkodystansowy rozwija się dziś najszybciej pod względem elektryfikacji. Krótkie, przewidywalne trasy i łatwy dostęp do infrastruktury portowej sprawiają, że Bałtyk i skandynawskie fiordy stają się naturalnym liderem tej zmiany.

Wspólny mianownik wszystkich opisanych projektów jest jeden: elektryfikacja przestaje być eksperymentem, a staje się realnym modelem biznesowym. Boreal zamawia Candelę nie z powodu ekologicznego entuzjazmu, lecz dlatego, że – jak podkreśla CleanTechnica – niższe koszty paliwa i serwisu, czyli po prostu się opłacają. A jeśli do tego dochodzi cichsza, szybsza i bardziej komfortowa podróż, trudno się dziwić, że pasażerowie wybierają takie rozwiązania coraz chętniej.

Oskar Włostowski

REKLAMA