W skrócie:
- Austriacka policja po dwóch latach testów rezygnuje z elektrycznych aut służbowych
- W 2023 roku do dwudziestu komisariatów trafiły Volkswageny ID.3 i ID.4 oraz jeden Porsche Taycan
- Wniosek? Auta na prąd nie są w stanie przejąć pełnego zakresu zadań patrolowych
- Alpejscy funkcjonariusze wskazywali na zbyt mały zasięg, ograniczenia prędkości, niewystarczającą pojemność bagażnika i obsługę większości funkcji wyłącznie z ekranu dotykowego
- Problemem okazało się również słabe przyspieszenie powyżej 160 km/h
- Nasza policja wciąż korzysta z aut elektrycznych i kupuje kolejne. W innych celach
Austria i projekt TRON
Austriacki projekt TRON, uruchomiony w 2023 r. przez tamtejsze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, miał dać odpowiedź na pytanie, czy samochody elektryczne mogą zastąpić tradycyjne radiowozy. Do dwudziestu komisariatów trafiły Volkswageny ID.3 i ID.4 oraz jedno Porsche Taycan. Po dwóch latach testów policjanci nie mają wątpliwości – auta na prąd nie są w stanie przejąć pełnego zakresu zadań patrolowych.
Zasięg największym wyzwaniem
Jak podał Auto Bild, funkcjonariusze wskazywali na zbyt mały zasięg, ograniczenia prędkości, niewystarczającą pojemność bagażnika i obsługę większości funkcji wyłącznie z ekranu dotykowego. W modelu ID.4 część wyposażenia trzeba było wozić na tylnej kanapie, a podczas pościgów pojawiał się problem z ograniczeniem przyspieszenia po przekroczeniu 160 km/h. Policjanci zwracali też uwagę, że hamulce nie są przystosowane do długotrwałej jazdy z wysokimi prędkościami.

Największym wyzwaniem okazał się jednak zasięg. Aby patrol mógł pracować bez przerwy przez całą zmianę, konieczna była wymiana auta na inne elektryczne. To – jak podkreślają funkcjonariusze – wyklucza możliwość pełnego zastąpienia radiowozów spalinowych.
Minister spraw wewnętrznych Gerhard Karner stwierdził, że elektromobilność „nie jest jeszcze gotowa”, a elektryki sprawdzają się jedynie jako pojazdy kurierskie, poza typowymi akcjami policyjnymi. Testy mają zakończyć się w tym roku, ale już wiadomo, że Austria pozostanie przy benzynie i dieslu – donoszą media.
Gdzie tkwi problem?
Wnioski z projektu TRON obnażają nie tylko ograniczenia aut elektrycznych, lecz także problemy współczesnej motoryzacji. Obsługa większości funkcji z ekranu, niewielkie bagażniki czy niższe prędkości maksymalne stają się standardem w nowych samochodach – i choć w cywilnych autach nie zawsze jest to wada, w pracy policji bywa kluczowe. Jak zauważają funkcjonariusze, pościgi i interwencje rzadko zaczynają się przy 100-procentowym naładowaniu baterii, a realny zasięg elektryka przy połowie energii często nie przekracza 200 km.
Działania operacyjne na bateriach
Tymczasem w Polsce elektryczne radiowozy pojawiają się w coraz większej liczbie, choć pełnią zupełnie inną funkcję. Kilka dni temu stołeczna policja odebrała sześć nieoznakowanych Kia EV3. To kompaktowe SUV-y, albo raczej crossovery (przyp. red.) o mocy 204 KM, wykorzystywane do działań operacyjnych i kontroli drogowych, w których liczy się dyskrecja, a nie długotrwałe pościgi. Jedynym zewnętrznym znakiem odróżniającym je od cywilnych aut jest naklejka informująca o dofinansowaniu z WFOŚiGW. Pozostałe elementy, tj. anteny, systemy łączności czy kamery zostały ukryte, by nie zdradzać policyjnego pochodzenia pojazdu – piszą branżowe media.
„elektryki” w policji to nie nowość
Polska ma też dłuższą historię wykorzystywania e-aut w mniej wymagających zadaniach. Gazeta Policyjna przypomina, że pierwszy bateryjny radiowóz – Nissan Leaf – trafił do Szczecina już w 2013 r. i od początku służył do inżynierii ruchu oraz działań profilaktycznych.
Kolejne lata przyniosły następne modele: hybrydowe Toyoty Yaris, nowsze Leafy oraz elektrycznego vana e-NV200, wykorzystywanego do przewozu psów służbowych. W tych zastosowaniach auta sprawdzają się dobrze, bo nie wymagają długotrwałej jazdy z wysoką prędkością, a ich cicha praca i niskie koszty eksploatacji są realną zaletą.

W wielu polskich miastach bateryjne radiowozy Policji i Straży Miejskiej są stałym elementem krajobrazu centrów wielu metropolii i to od wielu lat.

Zachodniopomorska policja podkreśla także, że elektryczne radiowozy są tanie w użytkowaniu, a dzięki szybkim ładowarkom zainstalowanym w komendach można uzupełnić energię do 80 proc. w około godzinę. W codziennej pracy – poza brakiem dźwięku silnika – nie różnią się znacząco od aut spalinowych. Problemem pozostaje jednak cena zakupu, dlatego większość pojazdów trafia do służby dzięki projektom unijnym.
Wnioski
Dwa europejskie przykłady pokazują, że elektryfikacja policji nie jest procesem liniowym. Austria, testując elektryki w roli pełnoprawnych radiowozów, natrafiła na granice technologii. Polska, wykorzystując je w zadaniach o mniejszej dynamice, widzi w nich sensowne uzupełnienie floty. W obu przypadkach wnioski są podobne, tzn. „elektryki” mogą być użyteczne, ale nie zastąpią jeszcze samochodów spalinowych tam, gdzie liczy się zasięg, prędkość i pełna gotowość do interwencji.
Oskar Włostowski
