Shell Recharge

Aplikacja Shell Recharge wyłączona. Klienci „skazani” na pośredników

Shell wyłącza apliację i tokeny. Chcesz się naładować? Skorzystaj z innych operatorów

Shell nigdy nie należał do tanich opcji ładowania samochodów elektrycznych w Polsce – i wszystko wskazuje na to, że teraz będzie jeszcze drożej. Aplikacja Recharge nie działa, więc klienci muszą korzystać z usług pośredników.

Z tekstu dowiesz się:

  • Koniec aplikacji i tokenów – Shell wyłączył aplikację Recharge od 1 lutego 2026, do końca lutego przestaną działać także tokeny RFID, zmiana ma charakter globalny i dotyka klientów także w Wielkiej Brytanii i innych krajach
  • Ładowanie tylko przez pośredników – kierowcy muszą teraz korzystać z aplikacji Elocity (3,3 zł/kWh) lub Plugsurfing (do 4,33 zł/kWh) albo płacić kartą przy ładowarce, zamiast jednej aplikacji i jednego rozliczenia, karty flotowe Shell mają działać bez zmian
  • Ceny w górę nawet o 35% – tam gdzie Shell Recharge oferował 3,19 zł/kWh, Plugsurfing potrafi wyświetlić 4,33 zł/kWh, dodatkowo aplikacje pośredników podają błędne informacje o liczbie i mocy punktów ładowania
  • Niewielka sieć i plany rozwoju – Shell ma w Polsce zaledwie 32 punkty w 12 lokalizacjach, ale deklaruje budowę 75 ultraszybkich ładowarek ze 150 punktami do końca 2027 roku we współpracy z NFOŚiGW

„Odłączamy wtyczkę. Aplikacja Shell Recharge nie jest już dostępna. Dziękujemy, że byliście z nami” – obrazek o takiej treści wyświetla się w App Store, gdy wpiszemy „Shell Recharge”. Poniżej wyjaśniono, o co chodzi. „Aplikacja Shell Recharge nie jest już dostępna dla nowych użytkowników. Wszystkie funkcje zostały wyłączone”. Zmiana weszła w życie 1 lutego.

Aktualnie aplikacja została odcięta od danych, a do końca lutego 2026 roku ma zostać całkowicie wyłączona. Tokeny RFID Shell Recharge również przestaną funkcjonować, co dla wielu użytkowników było kluczową zaletą tej usługi – karta „odpalała prawie wszystko”, niezależnie od operatora. Teraz, zamiast jednej aplikacji i jednego rozliczenia, kierowcy są skazani na aplikacje pośredników, takich jak Elocity czy Plugsurfing, albo na płatność kartą bezpośrednio przy ładowarce. Karty flotowe Shella obsługujące także ładowarki mają jednak działać bez zmian.

Będzie drożej?

W praktyce oznacza to, że stawki idą w górę, nawet jeśli nominalnie różnice wydają się niewielkie. Tam, gdzie Shell Recharge oferował 3,19 zł/kWh, dziś Elocity pokazuje już 3,3 zł/kWh. Plugsurfing w tych samych lokalizacjach potrafi wyświetlić nawet 4,33 zł/kWh. O cenach ładowania ad-hoc można tylko spekulować, ale doświadczenie z innych sieci podpowiada jedno: będzie jeszcze drożej. Dodatkowo informacje podawane przez innych operatorów nie są spójne z rzeczywistością. Przykładem niech będzie hub w Szewcach przy trasie S7 (okolice Kielc). Realnie w stronę Krakowa są dwie ładowarki o mocy 130 kW każda – czyli 4 punkty. Aplikacja podaje 5 punktów ładowania. W drugą stronę (kierunek w stronę Warszawy) również są błędy, gdyż teoretycznie (według aplikacji Elocity) jest tam ładowarka o mocy 300 kW. Rzeczywistość jest z goła inna. Do dyspozycji są dwie stacje o mocy 180 kW każda – czyli również 4 punkty ładowania.

Problem w tym, że Shell Recharge nigdy nie był tanim graczem. Historyczny cennik wahał się od 2,99 do 3,59 zł/kWh, a więc wyraźnie powyżej średniej rynkowej. Kierowcy akceptowali to głównie dlatego, że w zamian dostawali szeroki roaming, jedną fakturę i prostotę obsługi. Teraz te argumenty znikają, a zostaje wyłącznie infrastruktura – i to niezbyt gęsta. Według danych Elocity w Polsce działają zaledwie 32 punkty Shell Recharge w 12 lokalizacjach. To za mało, by mówić o realnej konkurencji cenowej.

Zbyt „nieważny” rynek?

Czy Polska okazała się rynkiem zbyt małym i zbyt wolno rosnącym, by opłacało się rozwijać tu własny ekosystem ładowania? Niekoniecznie: wygląda na to, że Shell w ogóle rezygnuje z aplikacji Recharge, nie tylko w Polsce. Informacje o końcu działalności otrzymali także klienci np. w Wielkiej Brytanii. Zmiana jest więc globalna. Różnica polega na tym, że w niektórych krajach funkcjonuje osobna, „główna” aplikacja Shell, która obsługuje też kwestie związane z ładowaniem samochodów. U nas takiej nie ma – klienci mogą co najwyżej ściągnąć aplikację służącą do obsługi programu lojalnościowego firmy.

Co będzie dalej z ładowarkami Shella w Polsce? Czy można spodziewać się odsprzedania jej innemu operatorowi? Obecnie wygląda na to, że nie można wykluczyć żadnego z tego typu rozwiązań: ale to jedynie spekulacje.

„Firma planuje dalszy rozwój sieci Shell Recharge w Polsce. We współpracy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Shell pracuje nad planem uruchomienia 75 ultraszybkich ładowarek z 150 punktami ładowania do końca 2027 r. To zgodne z globalnymi aspiracjami firmy, by zostać światowym liderem w zakresie ładowania pojazdów elektrycznych, spełniając potrzeby klientów zarówno w domu, w pracy, jak i w podróży. Shell planuje stać się przedsiębiorstwem energetycznym o zerowych emisjach netto do 2050 roku. Ambicją firmy jest uruchomienie ok. 70 000 publicznych punktów ładowania do 2025 roku i 200 000 do 2030 roku, co stanowi istotny krok w realizacji tego celu” – pisaliśmy pod koniec 2024 roku. Czy marka stoi „na zakręcie”? A może należy spodziewać się po prostu wprowadzenia nowej aplikacji? Będziemy informować o kolejnych krokach paliwowego giganta w tej kwestii.

Piotr Sobczyk

REKLAMA