MENU
Magazyny energii

Polska jest dziś europejskim eldorado dla magazynów energii. Ale łatwe pieniądze nie będą trwały wiecznie

Wielkoskalowe magazyny energii potrafią dziś w Polsce generować przychody, o których na wielu europejskich rynkach można tylko pomarzyć. W najlepszych miesiącach 1 MW mocy dwugodzinnego magazynu dawał w przeliczeniu ponad 3 mln zł rocznie. Do Polski ciągną więc inwestorzy i dostawcy BESS, ale wraz z falą nowych projektów stawki zaczną spadać.

Polski rynek magazynów energii przyspiesza z dwóch stron jednocześnie. Z jednej inwestorzy mają w portfelach tysiące megawatów projektów i kontrakty z rynku mocy, z drugiej coraz więcej producentów systemów BESS (wielkoskalowy bateryjny magazyn energii) widzi w Polsce jeden z najciekawszych rynków w Europie.

Powód jest prosty: magazyn nie musi dziś zarabiać wyłącznie na kupowaniu taniej energii i sprzedawaniu jej kilka godzin później. Znacznie większe pieniądze potrafią przynosić usługi świadczone na rzecz systemu elektroenergetycznego. Właśnie tutaj Polska wyróżnia się na tle Europy.

Ponad 3 mln zł rocznie z 1 MW. Ale to nie jest zysk

Dobrym punktem odniesienia jest Storage Index przygotowywany przez francuską firmę analityczną Clean Horizon. Model pokazuje, jakie przychody mógłby osiągać magazyn energii uczestniczący równocześnie w dostępnych segmentach rynku.

W maju 2026 roku Polska była według Clean Horizon najbardziej dochodowym rynkiem BESS spośród analizowanych państw Europy. Dwugodzinny magazyn mógł osiągnąć roczny ekwiwalent przychodów przekraczający 800 tys. euro z każdego MW mocy. Przy obecnym kursie to około 3,5 mln zł.

Kolejne miesiące przyniosły spadek, ale liczby nadal pozostawały bardzo wysokie. W czerwcu indeks dla dwugodzinnego magazynu wynosił 529 tys. euro/MW rocznie, czyli około 2,31 mln zł. W lipcu wzrósł do 581,8 tys. euro, czyli około 2,54 mln zł, a w sierpniu wynosił 532 tys. euro – około 2,32 mln zł.

Trzeba jednak podkreślić, że nie mówimy o czystym zysku inwestora. Clean Horizon podaje roczny ekwiwalent przychodów brutto obliczony na podstawie sytuacji rynkowej w danym miesiącu. Od tej kwoty trzeba odjąć m.in. koszt samej inwestycji, finansowania, straty energii, eksploatację, serwis, degradację baterii czy opłaty związane z funkcjonowaniem projektu. Mimo to skala dobrze pokazuje, dlaczego polskim rynkiem interesuje się dziś tak wiele firm.

Magazyn

Magazyn zarabia nawet wtedy, gdy prawie nie oddaje energii

Najprostszy model biznesowy magazynu energii to arbitraż. Bateria ładuje się wtedy, gdy prąd jest tani, a oddaje go do sieci kilka godzin później, gdy cena rośnie. Polska coraz bardziej sprzyja takiej strategii. Rozwój fotowoltaiki powoduje, że w słoneczne godziny środek dnia potrafi być okresem bardzo niskich, a czasami nawet ujemnych cen. Wieczorem produkcja PV znika, zapotrzebowanie nadal jest wysokie i ceny gwałtownie rosną.

W sierpniu średnia dostępna różnica cen na rynku dnia następnego dla magazynów analizowanych przez Clean Horizon sięgnęła 237 euro/MWh, czyli ponad 1000 zł/MWh. Tak duże wahania tworzą naturalne warunki dla baterii. Jeszcze ważniejsze są jednak usługi systemowe. Magazyn może zarabiać na tym, że jest gotowy bardzo szybko zwiększyć lub zmniejszyć pobór albo oddawanie energii do sieci, pomagając operatorowi utrzymać równowagę między produkcją i zużyciem.

FCR, aFRR i mFRR. Tu są dziś największe pieniądze

W przypadku Polski Clean Horizon uwzględnia m.in. rynek dnia następnego, rynek intraday oraz usługi FCR, aFRR i mFRR. FCR odpowiada za bardzo szybką reakcję na odchylenia częstotliwości w systemie. aFRR to automatyczna rezerwa odbudowy częstotliwości, natomiast mFRR jest rezerwą aktywowaną ręcznie. Dla operatora systemu magazyn jest w tych usługach szczególnie atrakcyjny, bo może zareagować praktycznie natychmiast.

I właśnie za samą możliwość takiej reakcji można otrzymywać wynagrodzenie. Bateria nie musi więc codziennie wykonywać pełnych cykli ładowania i rozładowania, żeby generować przychody. W maju średnia cena rezerwacji mocy w polskim aFRR przekraczała 120 euro/MW/h. Miesiąc później spadła do około 74 euro/MW/h i od razu przełożyło się to na spadek przychodów całego modelowego magazynu o 35%.

To jednocześnie pokazuje największe ryzyko tego rynku – dzisiejszych stawek nie można po prostu wpisać do Excela i przemnożyć przez 20 lat funkcjonowania instalacji.

Magazynów będzie szybko przybywać. I właśnie wtedy skończy się eldorado

Usługi systemowe są bardzo dochodowe właśnie dlatego, że liczba baterii zdolnych je świadczyć nadal jest stosunkowo niewielka. To zmieni się w ciągu kilku lat. Według analiz URE wynikających z aukcji rynku mocy na lata dostaw 2027-2029 w polskim systemie może przybyć około 6 GW mocy magazynów energii. Około 2 GW ma pojawić się w 2028 roku, a kolejne około 4 GW w 2029 roku. To ogromna zmiana skali.

Jeżeli wiele nowych magazynów zacznie walczyć o te same rezerwy FCR, aFRR i mFRR, ceny powinny spaść. Podobne zjawisko było już widoczne na innych europejskich rynkach, gdzie szybko rosnąca liczba baterii potrafiła w krótkim czasie mocno obniżyć przychody z usług systemowych. Nie oznacza to końca biznesu magazynowego. Z czasem większe znaczenie powinien mieć arbitraż, rynek intraday, współpraca z OZE, kontrakty typu tolling czy usługi dla dużych odbiorców energii. Zmieni się natomiast struktura przychodów. Magazyn zbudowany tylko pod jeden wyjątkowo drogi segment rynku może mieć za kilka lat zupełnie inną ekonomię niż dzisiaj.

Producenci BESS widzą w Polsce duży rynek

Rosnący portfel projektów sprawia, że o Europę Środkową walczą już nie tylko największe chińskie firmy. Coraz mocniej próbują wejść tu również producenci i integratorzy z Europy oraz jej najbliższego otoczenia. Jednym z nich jest Maxxen Energy – firma z siedzibą w Szwajcarii i zapleczem przemysłowym w Turcji. Jej fabryka w Aydın ma nominalną zdolność produkcyjną 5 GWh rocznie i zajmuje około 20 tys. m kw.

Zakład dopiero zwiększa produkcję. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 roku Maxxen dostarczył 664 MWh magazynów do 21 projektów. Firma szacuje swój udział w docelowym segmencie europejskiego rynku wielkoskalowych BESS na około 5%. Podstawowym produktem jest kontener DC Box mieszczący około 5 MWh energii. Do niego producent może dostarczyć stację MV Box obejmującą m.in. falowniki i transformator, w wariantach o mocy 2,5, 5 lub 10 MW. To ważne rozróżnienie: magazyn energii to znacznie więcej niż same ogniwa.

Europejski magazyn, chińskie ogniwa

Europejscy producenci mają przy tym pewien problem. Można przenieść na kontynent montaż modułów, kontenerów, elektronikę, system chłodzenia, oprogramowanie i serwis, ale najbardziej podstawowy element nadal zazwyczaj pochodzi z Azji. Maxxen korzysta z ogniw LFP chińskiego Hithium. Do jednego kontenera o pojemności około 5 MWh trafia około 5 tys. dużych ogniw pryzmatycznych.

Nie jest to wyjątek. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej ponad 98% światowej produkcji ogniw LFP oraz materiału katodowego LFP było jeszcze niedawno skupione w Chinach. Ta chemia dominuje dziś w stacjonarnych magazynach energii – MAE szacuje, że odpowiada za ponad 90% stosowanych w nich baterii.

Przewaga Chin wynika nie tylko ze skali produkcji. Tamtejsze firmy kontrolują dużą część łańcucha dostaw, materiałów aktywnych oraz maszyn potrzebnych do produkcji ogniw. Europejski integrator może więc konkurować serwisem, logistyką, gwarancją czy oprogramowaniem, ale na poziomie samych ogniw nadal jest mocno uzależniony od Chin.

Bruksela chce, żeby więcej baterii powstawało lokalnie

Unia Europejska próbuje tę zależność zmniejszyć. W marcu Komisja Europejska przedstawiła Industrial Accelerator Act, który ma zwiększyć popyt na technologie produkowane w Europie. Projekt przewiduje możliwość stosowania kryteriów „Made in EU” oraz kryteriów emisyjnych m.in. przy zamówieniach publicznych i programach pomocy państwa. Baterie są jednym z sektorów objętych nowymi zasadami.

UE uruchomiła również Battery Booster Facility o wartości 1,5 mld euro. Instrument ma wspierać producentów ogniw rozwijających produkcję w Europie za pomocą nieoprocentowanych pożyczek. Nie oznacza to jednak szybkiego odcięcia się od Chin. Zbudowanie samej fabryki ogniw jest tylko jednym etapem – potrzebne są jeszcze materiały katodowe, grafit, technologie produkcyjne, maszyny oraz odpowiednia skala, aby koszt produktu był konkurencyjny.

Na magazyn trzeba patrzeć jak na elektrownię na 20 lat

Dzisiejsze przychody z polskiego rynku wyglądają spektakularnie, ale inwestor kupujący BESS nie buduje go na dwa czy trzy lata. Typowy projekt ma pracować kilkanaście lub ponad 20 lat. W tym czasie zmienią się ceny energii, liczba magazynów, regulacje, struktura usług systemowych i sposób pracy całego Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Degradować będą się również same ogniwa.

Dlatego przy wyborze dostawcy coraz ważniejsza staje się nie tylko cena za MWh pojemności. Liczą się również gwarantowana liczba cykli, tempo degradacji, sprawność całego systemu, dostępność części i przede wszystkim czas potrzebny na przywrócenie magazynu do pracy po awarii. Każdy dzień przestoju urządzenia wartego dziesiątki czy setki milionów złotych oznacza bowiem utracone przychody.

Polska rzeczywiście jest dziś jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków dla wielkoskalowych baterii w Europie. Tyle że najlepsze projekty nie będą tymi, które zarobią najwięcej w 2026 roku, ale tymi, które nadal będą miały sens ekonomiczny wtedy, gdy kilka gigawatów konkurencyjnych magazynów zacznie walczyć dokładnie o te same pieniądze.

Piotr Sobczyk

REKLAMA