W skrócie:
- MAN Truck & Bus ogłasza rozbudowę ekosystemu wokół elektromobilności
- Na serwis i infrastrukturę firma wyda do 2030 roku 300 mln euro do 2030 roku
- Cel? 80% klientów na dojazd do warsztatu ma potrzebować mniej niż 30 minut
- Elementem układanki ma być infrastruktura ładowania
- Współpraca z E.ON zakłada budowę 400 punktów ładowania dla ciężarówek elektrycznych w 170 lokalizacjach serwisowych
MAN z konkretnym planem
Firma planuje przeznaczyć do 2030 roku około 300 mln euro (1,283 mld zł) na rozwój europejskiej sieci serwisowej. Najwięksi gracze na rynku już wiedzą, że transformacja w kierunku elektrycznych ciężarówek nie polega już tylko na wprowadzeniu nowych modeli, ale na przebudowie całego ekosystemu wokół nich.
Już dziś MAN dysponuje jedną z największych sieci w Europie – to około 1200 własnych i partnerskich punktów serwisowych oraz ponad 2000 lokalizacji wsparcia, w tym system mobilnej pomocy MAN Mobile24. W Polsce działa 37 punktów, a kolejne – w Bydgoszczy i Opolu – są w planach. Skala inwestycji pokazuje jednak, że to dopiero początek zmian.
„Silna sieć” w budowie
Jak podkreśla Friedrich Baumann, odpowiedzialny za sprzedaż i rozwiązania dla klientów, kluczowa jest dostępność: „Silna marka potrzebuje silnej sieci serwisowej. […] Połączenie produktu, usług serwisowych i wysokiej jakości będzie w nadchodzących latach odgrywać jeszcze większą rolę”. W praktyce oznacza to skracanie dystansu do serwisu – celem jest, by dla 80% klientów dojazd do warsztatu zajmował mniej niż 30 minut.
Najważniejszy z naszej perspektywy element tej inwestycji dotyczy jednak elektromobilności.

Około jedna trzecia całego budżetu zostanie przeznaczona właśnie na przygotowanie sieci pod obsługę pojazdów elektrycznych i cyfryzację procesów. To prawdziwa przebudowa kompetencji całej firmy.
Do 2026 roku dwie trzecie lokalizacji MAN-a ma być gotowych na obsługę pojazdów elektrycznych.
Oznacza to nie tylko odpowiednie stanowiska serwisowe, ale też ludzi – około 8000 pracowników przechodzi szkolenia obejmujące zarówno sprzedaż, jak i obsługę wysokich napięć. Równolegle rozwijana jest sieć centrów napraw baterii, która obejmuje już m.in. Niemcy, Hiszpanię, Austrię czy Włochy, a w 2026 roku ma objąć również Polskę.
Infrastruktura we współpracy z E.ON
Kluczowym elementem układanki jest infrastruktura ładowania. Współpraca z E.ON zakłada budowę nawet 400 punktów ładowania dla ciężarówek elektrycznych w 170 lokalizacjach serwisowych. Serwis przestaje być tylko miejscem napraw, a zaczyna pełnić rolę hubu energetycznego dla transportu ciężkiego.
Transformacja obejmuje także cyfryzację.
Mechanicy i doradcy serwisowi pracują już na tabletach, a kolejne rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji mają usprawniać procesy diagnostyczne i obsługę klienta. W świecie eHDV to szczególnie istotne – diagnostyka i zarządzanie flotą stają się w dużej mierze cyfrowe.

Nie tylko MAN
Na tle tej inwestycji warto spojrzeć szerzej na europejski rynek elektrycznych ciężarówek. MAN rozwija równolegle własną ofertę eHDV, z elektrycznymi wariantami modeli ciężarowych i autobusowych, opartymi na platformach przygotowanych do pracy w logistyce miejskiej i regionalnej. Kluczowe znaczenie ma tu właśnie integracja pojazdu z infrastrukturą i serwisem.
Gama elektrycznych ciężarówek MAN jest szeroka. Najmniejszy w gamie eTGL został zaprojektowany typowo pod logistykę miejską. Przy zasięgu do około 310 km i baterii do 160 kWh ma obsługiwać codzienne trasy w miastach, gdzie liczą się zwrotność, cisza i możliwość pracy w strefach niskoemisyjnych. To naturalny punkt wejścia w elektromobilność dla wielu flot.

Wyżej pozycjonowany eTGS pełni rolę modelu uniwersalnego. W zależności od konfiguracji baterii – sięgającej nawet 560 kWh – może obsługiwać transport regionalny i bardziej wymagające zadania. Producent wskazuje, że w określonych warunkach możliwe są nawet operacje dzienne rzędu 800 km, co jeszcze kilka lat temu było poza zasięgiem ciężarówek elektrycznych.
Największe znaczenie ma jednak eTGX, czyli elektryczny ciągnik siodłowy zaprojektowany z myślą o trasach dalekobieżnych. Zasięg do 570 km bez ładowania pokazuje, że MAN celuje bezpośrednio w segment, który dotąd pozostawał domeną diesla.
Według deklaracji MAN-a, przy odpowiednim scenariuszu użytkowania całkowity koszt posiadania może zrównać się z dieslem nawet po około czterech latach. To efekt niższych kosztów energii i potencjalnie prostszej obsługi serwisowej, choć w praktyce zależy to od wielu czynników, w tym cen energii i dostępności infrastruktury.
Konkurencja nie śpi
W europejskiej czołówce producentów eHDV znajdują się dziś m.in. Volvo Trucks (firma jako jedna z pierwszych uruchomiła seryjną produkcję elektrycznych ciężarówek), Scania rozwijająca własne platformy bateryjne i systemy zarządzania energią, czy DAF, który wprowadza elektryczne wersje swoich modeli dystrybucyjnych. Do tego dochodzi Mercedes-Benz Trucks z eActrosem oraz dynamicznie rozwijający się segment pojazdów miejskich. Na horyzoncie znajdują się także marki chińskie.
Na tym tle strategia MAN-a wyróżnia się naciskiem na zaplecze serwisowe i operacyjne. Z perspektywy klientów flotowych zmienia się branżowy punkt ciężkości. Sama ciężarówka elektryczna to tylko część równania. Równie ważne są: dostęp do ładowania, szybka diagnostyka, możliwość naprawy baterii i bliskość serwisu. MAN inwestując 300 mln euro, jasno pokazuje, że rozumie tę zmianę.
Piotr Sobczyk
Źródło: MAN






