W skrócie:
- Auta elektryczne są zależne od cen energii, ale okazują się znacznie bardziej odporne na geopolityczne wstrząsy
- Globalne konflikty uderzają przede wszystkim w kierowców aut spalinowych
- Rosnąca liczba samochodów elektrycznych pozwoliła w 2025 roku uniknąć spalania 2,3 mln baryłek ropy dziennie
- Do 2030 roku ta liczba ma wzrosnąć do 5,25 mln baryłek dziennie – wynika z analizy BloombergNEF
Właściciele aut spalinowych płaczą i płacą
Wojna w Iranie i wynikające z niej zawirowania na rynku ropy sprawiły, że temat bezpieczeństwa energetycznego wrócił na pierwsze strony gazet. Wzrost cen paliw w Europie i USA jest natychmiastowy i bolesny. Jak podaje Euronews, średnia cena litra benzyny w UE sięgnęła w tym tygodniu 1,77 euro (to ponad 6,7 złotego), podczas gdy w grudniu wynosiła 1,59 euro (czyli była o złotówkę tańsza). W Stanach Zjednoczonych galon benzyny podrożał z 2,94 do 3,57 dolara w zaledwie miesiąc. To niemal podręcznikowy przykład, jak globalne konflikty uderzają w kierowców aut spalinowych.

Elektryki bardziej odporne na wstrząsy
Tymczasem „elektryki”, również zależne od cen energii, okazują się znacznie bardziej odporne na takie wstrząsy. – Ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych są regulowane i dużo mniej zmienne niż ceny benzyny – przypomina cytowany przez Euronews profesor Erich Muehlegger z University of California, Davis.
W USA większość gospodarstw domowych jest chroniona przed miesięcznymi skokami cen gazu ziemnego, a w Europie stabilność zależy od miksu energetycznego – Francja czy Hiszpania radzą sobie lepiej niż bardziej „gazowe” Niemcy – tłumaczą eksperci.

W praktyce oznacza to, że właściciele „elektryków” są znacznie mniej narażeni na gwałtowne podwyżki. – Ceny prądu mogą wzrosnąć, ale nie tak bardzo jak ceny gazu – mówi Kevin Ketels, kierowca Chevroleta Blazera EV, cytowany przez Euronews. Jego słowa dobrze oddają nastroje wielu kierowców, którzy dopiero teraz widzą, jak bardzo uniezależnili się od globalnych szoków cenowych.
Więcej aut elektrycznych, mniejsze spalanie
Dane potwierdzają tę intuicję. Według analizy BloombergNEF, rosnąca liczba samochodów elektrycznych pozwoliła w 2025 roku uniknąć spalania 2,3 mln baryłek ropy dziennie. To nie jest szacunek ekologów, lecz model ekonomiczny, który – jak podkreśla analityk BNEF Claudio Lubis – zakłada wdrażanie technologii opłacalnych rynkowo, a nie napędzanych polityką klimatyczną. Do 2030 roku ta liczba ma wzrosnąć do 5,25 mln baryłek dziennie.
Wymierne oszczędności
W Europie skala oszczędności jest równie wymowna. Transport & Environment wylicza, że prawie 8 mln „elektryków” jeżdżących dziś po unijnych drogach pozwoli w 2025 roku uniknąć importu 46 mln baryłek ropy, co przekłada się na 2,9 mld euro oszczędności.
Organizacja ostrzega jednocześnie, że osłabienie unijnych celów elektryfikacji mogłoby zwiększyć import ropy o 640 mln baryłek w latach 2026-2035, kosztując Europę dodatkowe 45 mld euro. W bardziej ambitnym scenariuszu UE mogłaby uniknąć aż 2,2 mln baryłek importu dziennie w nadchodzącej dekadzie.
Kolejny kryzys paliwowy – powtórka z historii
Wysokie ceny paliw natychmiast przekładają się na zainteresowanie kierowców. Euronews przytacza dane serwisu Edmunds, z których wynika, że w pierwszym tygodniu marca, już po wybuchu wojny, udział wyszukiwań dotyczących hybryd, plug-inów i elektryków wzrósł z 20,7 do 22,4 procent. To powtórka z 2022 roku, kiedy poprzedni kryzys paliwowy wywołał podobny skok zainteresowania.
Czy to oznacza trwały wzrost sprzedaży? Eksperci są ostrożni. Wskazują, że kierowcy kupują „elektryki” nie tylko z powodu cen paliw, ale także z myślą o przyszłych kosztach eksploatacji. A te – jak podkreśla Environmental Defense Fund – są jednoznacznie niższe. – Mówimy o tysiącach dolarów oszczędności w całym cyklu życia pojazdu – przypomina Peter Zalzal z EDF.

W czasach kryzysu różnica tylko rośnie, bowiem T&E wylicza, że przy obecnych cenach jazda autem spalinowym kosztuje około 140 euro miesięcznie, podczas gdy elektrykiem – 65 euro. Kryzysowa „premia” wynosi odpowiednio 38 euro dla benzyny i 7 euro dla EV.
Jest jeszcze sporo wyzwań
Nie oznacza to jednak, że bateryjna auta są wolne od wyzwań. W USA rosną ceny energii elektrycznej, m.in. przez boom centrów danych. W Europie trwa dyskusja o zależności od chińskich łańcuchów dostaw. A ceny nowych EV wciąż są wyższe niż aut spalinowych – według Kelley Blue Book średnio 55 300 dolarów wobec 49 353 dolarów.
Mimo to eksperci są zgodni co do jednego, a mianowicie w świecie, w którym konflikty zbrojne potrafią w kilka dni wywrócić rynek ropy, elektryfikacja staje się nie tylko wyborem technologicznym, lecz strategicznym. –Połączenie czystej energii i elektryfikacji zapewnia największe bezpieczeństwo – podkreśla analityk Ember, Euan Graham. To zdanie jest dziś bardziej aktualnie niż kiedykolwiek.
Oskar Włostowski






