W skrócie:
- Szczyt popytu przed 2030 rokiem według IEA – International Energy Agency prognozuje osiągnięcie maksimum popytu na ropę w obecnej dekadzie nawet w scenariuszu opartym wyłącznie na obecnych politykach państw, do 2030 roku globalna podaż może przewyższać popyt o ~8 mln baryłek dziennie (największa trwała nadwyżka w historii)
- Spadek kosztów technologii napędza zmiany – od 2010 roku koszt energii słonecznej spadł o ~90%, baterii litowo-jonowych o >85%, nowe instalacje PV z magazynem energii tańsze niż elektrownie kopalne w całym cyklu życia, samochody elektryczne osiągają niższy TCO niż spalinowe, każdy procent udziału EV trwale zmniejsza zapotrzebowanie na ropę
- Chiny punktem zwrotnym globalnego systemu – zainstalowana moc PV w Chinach osiągnęła 1,16 TW (wzrost o 42% w 2025), to więcej niż łączna moc elektrowni węglowych w wielu rozwiniętych gospodarkach, Chiny odpowiadają za >50% nowych instalacji PV na świecie i narzucają tempo spadku kosztów, największy rynek EV i centrum produkcji baterii
- Koniec modelu wzrostu opartego na ropie – szczyt popytu oznacza koniec roli ropy jako filaru wzrostu gospodarczego, dla Polski i Europy: zmiana układu sił na korzyść importerów, poprawa bilansu handlowego, większe bezpieczeństwo energetyczne, taniejąca energia elektryczna atutem konkurencyjnym dla przemysłu
Dane dotyczące kosztów energii odnawialnej, magazynowania energii i elektryfikacji transportu coraz wyraźniej wskazują, że globalny popyt na ropę może osiągnąć swoje maksimum już na początku lat 30. XXI wieku, a następnie wejść w fazę trwałego spadku.
Instytucje mówią wprost: popyt przestanie rosnąć
Prognozy dotyczące „peak oil”, czyli szczytu popytu na ropę, płyną dziś z raportów największych instytucji energetycznych świata. International Energy Agency w kolejnych edycjach World Energy Outlook wskazuje, że w obecnej dekadzie światowy popyt na ropę osiągnie maksimum. Co istotne, nie dotyczy to wyłącznie ambitnych scenariuszy klimatycznych. Nawet w scenariuszu opartym na już obowiązujących politykach państw, IEA zakłada, że dalszy wzrost zapotrzebowania zostanie zatrzymany przed 2030 rokiem.
Równolegle analizy rynkowe pokazują ryzyko strukturalnej nadpodaży. Według prognoz cytowanych przez IEA oraz firmy analityczne współpracujące z sektorem finansowym, do 2030 roku globalna podaż ropy może przewyższać popyt o około 8 mln baryłek dziennie. Byłaby to największa trwała nadwyżka w historii nowoczesnego rynku naftowego – większa niż ta obserwowana w czasie pandemii, która miała charakter szokowy i przejściowy.

Koszty, a nie polityka jako motor zmian
Kluczowym czynnikiem stojącym za tym trendem jest gwałtowny spadek kosztów technologii energetycznych. Dane BloombergNEF pokazują, że od 2010 roku koszt energii słonecznej spadł o blisko 90%, a koszt akumulatorów litowo-jonowych o ponad 85%. W praktyce oznacza to, że w wielu regionach świata nowa instalacja fotowoltaiczna – nawet z magazynem energii – jest tańsza w całym cyklu życia niż elektrownia oparta na paliwach kopalnych.
Ten sam mechanizm działa w transporcie. Samochody elektryczne, które jeszcze dekadę temu były niszową technologią, dziś osiągają niższy całkowity koszt użytkowania niż auta spalinowe. Gdy weźmiemy pod uwagę koszty paliwa, serwisów, wymian eksploatacyjnych, auta EV okazują się zazwyczaj znacznie tańsze.
Każdy kolejny procent udziału EV w rynku oznacza trwałe zmniejszenie zapotrzebowania na paliwa ciekłe, a transport drogowy pozostaje największym pojedynczym źródłem popytu na ropę.
Chiny jako punkt zwrotny globalnego systemu
Jeśli chodzi o gigantyczny, chiński rynek: pod koniec 2025 roku zainstalowana moc fotowoltaiki w tym kraju osiągnęła 1,16 terawata, co oznacza wzrost o około 42% w ciągu jednego roku. To więcej niż łączna moc wszystkich elektrowni węglowych w wielu rozwiniętych gospodarkach. Jednocześnie Chiny są największym rynkiem samochodów elektrycznych na świecie i centrum globalnej produkcji baterii.
Chiny odpowiadają za ponad połowę nowych instalacji PV na świecie i w praktyce narzucają tempo spadku kosztów całemu rynkowi. Warto również pamiętać o tych danych, gdy trafimy na wciąż popularne opinie o tym, że Chiny „nie dbają o środowisko” i że polityka klimatyczna jest domeną wyłącznie Europy. Jak widać – nic z tego.
Co oznacza szczyt popytu na ropę dla gospodarek opartych na ropie
Szczyt popytu na ropę nie oznacza jej zniknięcia z gospodarki. Oznacza jednak koniec jej roli jako filaru wzrostu. Dla krajów, których budżety państwowe w dużej mierze opierają się na eksporcie ropy i gazu, to fundamentalna zmiana. W warunkach nadpodaży nawet niewielki spadek popytu może prowadzić do długotrwałej presji cenowej, ograniczając zdolność finansowania wydatków publicznych i inwestycji.
Właśnie dlatego coraz więcej państw produkujących ropę próbuje dywersyfikować swoje gospodarki, inwestując np. w nowoczesne technologie czy turystykę.
To nie koniec ropy, ale koniec pewnego modelu
Ropa nie zniknie z dnia na dzień, ale przestanie być zasobem, którego rosnąca konsumpcja napędza globalny wzrost gospodarczy. Jeżeli obecne trendy się utrzymają, początek lat 30. może zapisać się w historii jako moment, w którym rynek ropy po raz pierwszy wszedł w fazę trwałego schyłku popytowego. Będzie to efekt nie tyle zakazów ani „ideologii”, lecz tego, że energia elektryczna z OZE i baterii stała się tańsza niż paliwa kopalne.
Dla Polski i Europy scenariusz peak demand na ropę oznacza przede wszystkim zmianę układu sił na korzyść importerów energii. Spadek strukturalnego popytu na ropę ogranicza presję cenową, zmniejsza ryzyko szoków energetycznych i osłabia polityczną pozycję eksporterów paliw kopalnych, co w europejskich realiach przekłada się na większą stabilność gospodarczą. Dla Polski to szansa na poprawę bilansu handlowego i bezpieczeństwa energetycznego, bo każda kilowatogodzina wyprodukowana lokalnie z OZE zastępuje importowaną ropę lub gaz. Jednocześnie taniejąca energia elektryczna może stać się atutem konkurencyjnym dla przemysłu, a elektromobilność – narzędziem ograniczania importu paliw. Nie można jednak zwalniać tempa przemian ani robić kroków w tył w kwestii wsparcia czy legislacji.
Piotr Sobczyk
