Skarb pod norweską ziemią

15,9 mln ton z Nome uratuje europejski przemysł? Gra o surowcową przyszłość

W dobie zwiększonej zmienności geopolitycznej Europa nie może sobie pozwolić na pozostanie w 98% zależną od jednego źródła
Źródło zdjęcia: Łukasz Lewandowski, EV Klub Polska

Przez lata europejscy producenci samochodów byli zakładnikami globalnych zawirowań, a niedawny kryzys chipowy obnażył naszą całkowitą bezradność wobec azjatyckich dostawców. Dzisiaj, dzięki sensacyjnym odkryciom w Norwegii, Stary Kontynent staje przed historyczną szansą na przecięcie pępowiny łączącej nas z Pekinem i zbudowanie własnej, potężnej bazy surowcowej dla aut elektrycznych, przemysłu obronnego oraz sztucznej inteligencji.

W skrócie:

  • Według najświeższych danych, złoża metali ziem rzadkich w gminie Nome są niemal dwukrotnie większe, niż pierwotnie zakładano
  • Zasoby szacuje się na 15,9 mln ton tlenków metali ziem rzadkich (TREO)
  • Jeśli szacunki się potwierdzą, będzie to największe udokumentowane złoże w Europie
  • Chiny kontrolują obecnie od 70 do 90% światowego przetwórstwa i rafinacji tych pierwiastków

Lekcja przetrwania, czyli od kryzysu chipowego do walki o minerały

Jeszcze niedawno europejskie fabryki samochodów stały w miejscu, a parkingi wypełniały się niemal gotowymi pojazdami, którym brakowało jedynie niewielkich układów scalonych. Kryzys chipowy obnażył naszą całkowitą bezbronność wobec przerwania łańcuchów dostaw z Azji. Jednak to był dopiero wierzchołek góry lodowej. Metale ziem rzadkich stały się „kamieniem węgielnym nowoczesnej technologii”, dając państwom posiadającym ich zasoby potężną dźwignię finansową, polityczną i militarną.

Dla branży motoryzacyjnej, przestawiającej się na napędy elektryczne, brak dostępu do tych pierwiastków to scenariusz oznaczający powolną agonię. Obecnie aż 98 procent zapotrzebowania Unii Europejskiej na te surowce pokrywa import z Chin, co stawia nas w pozycji petenta całkowicie zależnego od humoru i strategii politycznej Pekinu – wyliczają dziennikarze Financial Times.

Złoża w Nome – norweski skarb

W tym splotu geopolitycznych zależności, informacja z Norwegii brzmi jak zapowiedź nowej ery. Według najświeższych danych, złoża metali ziem rzadkich w gminie Nome, zarządzane przez spółkę Rare Earths Norway (REN), są niemal dwukrotnie większe, niż pierwotnie zakładano. Szacunki wzrosły o 81 procent, tj. z 8,8 do oszałamiających 15,9 miliona ton tlenków metali ziem rzadkich (TREO).

To odkrycie sprawia, że kompleks Fen Carbonatite staje się zdecydowanie największym udokumentowanym złożem w Europie, pozostawiając daleko w tyle szwedzkie Per Geijer, którego zasoby oszacowało na ponad milion ton. Badania wykazały, że aż 19 procent tych zasobów to neodym i prazeodym (NdPr) – donosi RMF24.pl.

Te dwa pierwiastki są absolutnie kluczowe dla produkcji magnesów trwałych wykorzystywanych w silnikach aut elektrycznych. Alf Reistad, dyrektor generalny REN, nie kryje satysfakcji, podkreślając, że ten projekt może stać się strategicznym atutem nie tylko dla Norwegii, ale i dla całej Unii Europejskiej – czytamy w komunikacie Rare Earths Norway.

Globalny monopol i chiński mur technologiczny

Aby w pełni zrozumieć wagę norweskiego odkrycia, musimy spojrzeć na twarde dane rynkowe publikowane przez Nasdaq. Chiny kontrolują obecnie od 70 do 90 procent światowego przetwórstwa i rafinacji tych pierwiastków, co daje im niemal całkowitą kontrolę nad cenami.

Pekin nie waha się używać tej przewagi jako broni, na przykład gdy w grudniu 2023 roku Chiny wprowadziły zakaz eksportu technologii produkcji magnesów, co uderzyło w plany rozwoju sektora EV i technologii obronnych na Zachodzie (przyp. red.). Dane przywołane przez US Geological Survey wskazują, że chińskie rezerwy wynoszą 44 miliony ton, co czyni je niekwestionowanym liderem.

Na globalnej mapie istotnymi graczami są także Brazylia z 21 milionami ton oraz Indie z niemal 7 milionami ton zasobów. Choć kraje te mają ogromny potencjał, ich realna produkcja wciąż ustępuje Chinom. Przykładowo, brazylijskie kopalnie w 2024 roku dostarczyły jedynie 20 ton pierwiastków, choć nowoczesne projekty, takie jak Serra Verde, mają szansę zmienić tę statystykę w najbliższych latach – wylicza Nasdaq.

Ale nawet Grenlandia, o którą zabiegał Donald Trump ze względu na jej 1,5-milionowe zapasy, boryka się z problemami politycznymi i środowiskowymi, co opóźnia jakiekolwiek wydobycie. W tym kontekście stabilna i przewidywalna Norwegia staje się dla Europy partnerem na wagę złota – ocenia Newsweek.

Więcej niż samochody

Metale ziem rzadkich to jednak nie tylko motoryzacja. Jak podkreśla Jane Nakano z CSIS w rozmowie z Newsweekiem, są one niezbędne dla systemów obronnych, turbin wiatrowych, smartfonów oraz infrastruktury sztucznej inteligencji. Norweskie złoże kryje w sobie także cenne produkty uboczne, jak niob czy tor. Ten ostatni ma szansę zrewolucjonizować energetykę jądrową oraz radiologię, a Rare Earths Norway już podpisało listy intencyjne na dostawy tego surowca dla firm Thor Medical oraz Copenhagen Atomics.

15,9 mln ton z Nome uratuje europejski przemysł? Gra o surowcową przyszłość - baterie M B
Minerały rzadkie są powszechnie wykorzystywane m.in. w elektromobilności. Fot. Mercedes-Benz

Innowacyjność projektu w gminie Nome polega również na podejściu do ekologii. Realizowana koncepcja „niewidzialnej kopalni” (Invisible Mine) ma zminimalizować wpływ na środowisko, co jest kluczowe w regionie dbającym o wysokie standardy zrównoważonego rozwoju. To odpowiedź na niszczycielskie praktyki wydobywcze stosowane m.in. w Chinach czy Afryce, gdzie nieuregulowane wydobycie doprowadziło do skażenia wód gruntowych i degradacji całych ekosystemów.

Czy zdążymy przed kolejnym kryzysem?

Mimo ogromnego entuzjazmu, droga do pełnej niezależności od importu będzie długa i wymagająca. Przykład? Procesy koncesyjne i oceny środowiskowe w Europie są wyjątkowo rygorystyczne i mogą trwać latami – w przypadku Szwecji mówi się nawet o 10-15 latach oczekiwania na pełne uruchomienie kopalni.

Norwegowie chcą jednak ten proces przyspieszyć, wdrażając koncepcję tzw. „niewidzialnej kopalni” (Invisible Mine), która dzięki minimalnej ingerencji w krajobraz i nowoczesnym metodom separacji ma być wzorem zrównoważonego górnictwa.

15,9 mln ton z Nome uratuje europejski przemysł? Gra o surowcową przyszłość - obraz 3
Alf Reistad, dyrektor generalny Rare Earths Norway, wraz z minister handlu i przemysłu Cecilie Myrseth na konwencji PDAC w Kanadzie. Fot. NFD

Plany zakładają, że wydobycie w Norwegii ruszy pod koniec 2031 roku, a rok później osiągnie poziom pozwalający pokryć około 5 procent zapotrzebowania Unii Europejskiej. Może się to wydawać niewielką liczbą, ale w świecie, w którym walka toczy się o każdy procent udziału w rynku, jest to fundament bezpieczeństwa. Jak zauważa Bernd Schäfer z EIT RawMaterials, to cyt.: „moment definiujący dla europejskiej strategii przemysłowej”, pozwalający ograniczyć ryzyko w najbardziej wrażliwych łańcuchach dostaw.

Europa, bogatsza o doświadczenia z kryzysu chipowego, wreszcie zaczyna rozumieć, że prawdziwa wolność gospodarcza leży głęboko pod ziemią. Norweski skarb w gminie Nome to dla nas nie tylko szansa na tańsze i bardziej ekologiczne auta elektryczne, ale przede wszystkim gwarancja, że o przyszłości naszego kontynentu nie będą decydować polityczne dekrety wydawane tysiące kilometrów stąd.

W dobie zwiększonej zmienności geopolitycznej Europa nie może sobie pozwolić na pozostanie w 98% zależną od jednego źródła magnesów ziem rzadkich, które zasilają nasze systemy obronne, turbiny wiatrowe i mobilność elektryczną – podkreślił Schäfer. Wypada mieć nadzieję, że słowa te staną się „ciałem” już w niedalekiej przyszłości.

Oskar Włostowski

REKLAMA